O nas

200px-Mensa_logoMensa w Polsce powstała w 1989 roku. Pierwszą sesję testową poprowadził w Warszawie Ed Vincent, ówczesny dyrektor administracyjny Mensa International. Ta sesja dała początek polskiemu oddziałowi Mensy.

Początkowo było nas niewiele, teraz trochę urośliśmy w siłę, jedno wszakże się nie zmieniło: nadal bardzo lubimy się ze sobą spotykać.

Mensanie z całej Polski spotykają się ze sobą co najmniej raz w roku na Walnym Zebraniu Członków (które jest najwyższą władzą stowarzyszenia), spotykają się też bardzo często w poszczególnych regionach na wielu spotkaniach tematycznych i towarzyskich.

Są wśród nas przedstawiciele praktycznie wszystkich zawodów: od uczniów, studentów, poprzez bezrobotnych, robotników, drwali, inżynierów, lekarzy i prawników, aż do naukowców, a też i pisarzy, poetów i innego rodzaju artystów. Są osoby w różnym wieku i z różnymi charakterami: od bardzo skrytych do niezwykle otwartych; od nieśmiałych do „dusz towarzystwa”; od podporządkowujących się innym – do urodzonych przywódców; od rozumiejących abstrakcyjne inteligentne dowcipy do… wymyślających abstrakcyjne inteligentne dowcipy.

No właśnie. Są takie cechy, które można by spróbować uogólnić na wszystkich Mensan. Jedną z nich jest poczucie humoru. Typowy „realistyczny” dowcip o teściowej lub kochanku w szafie śmieszy ich umiarkowanie. Ale już np. przy „rybackiej” zasadzie Stefana Kisielewskiego: Im dłuższy dostęp do morza, tym trudniej złapać rybę (uzasadnienie: bo ma więcej miejsca do ucieczki) zaczynają radośnie porykiwać.

Kolejną cechą czy też właściwością Mensan jest trudność w odnalezieniu się w tzw. normalnym świecie. Mensanie prawie zawsze w pewien sposób odstają od szablonów i sztywnych norm. Dla takich osób Mensa jest przystanią życzliwości i zrozumienia. Uważamy za naturalne, że w pokoju, w którym siedzi 12 osób, można usłyszeć 13 różnych opinii na dany temat. I nie dziwi nas wcale, że jedna z tych osób w ogóle się nie odzywa, bo omawiany temat przestał ją nagle interesować.

A zainteresowania miewamy bardzo zróżnicowane i różne są nasze pasje i hobby. Bywają one trwałe lub przejściowe. Jeśli, na przykład, dołączy do nas pasjonat lotnictwa, to z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że na pewien czas staniemy się stałymi bywalcami Muzeum Lotnictwa, gdzie czasem rozegramy partyjkę Scrabble lub Tantrixa i z pewnością przy okazji przedyskutujemy kwestię lepszego umiejscowienia eksponatów.

Lubimy się nawzajem w większości przypadków, w każdym razie bez trudu tolerujemy wzajemnie nasze, o czym wspomnieliśmy, dość liczne dziwności. Jesteśmy też dość bystrzy z tzw. natury, choć stan ten nie generuje jakichś szczególnie korzystnych (finansowo, prestiżowo) implikacji. Ot, można powiedzieć, „l`art pour l`art”. A zresztą czy jest coś przyjemniejszego niż pochwała własnego umysłu i pełen aprobaty wzrok przyjaciół?

Testy coś mierzą, ale co to jest dokładnie? Trudno powiedzieć. Prawdopodobnie dowodzą sporej prędkości przebiegu naszych procesów myślowych (czyli świadczą o tym, że porównanie naszych przebiegów z rozkładem wyników  tzw. reszty świata wypada dla nas dość korzystnie). Z drugiej strony duża prędkość nie zawsze jawi się nam jako cel. Wolimy, na przykład, jak Andrzej Poniedzielski, satyryk, niezrzeszony w Mensie (a szkoda), „durnieć wolniej niż ten świat”.

Więcej cech wspólnych chyba nie mamy. I bardzo dobrze. Nie ma nic bardziej groźnego niż planowa uniformizacja.